Na początku nadmienię, że nie jestem sadycho, wręcz przeciwnie, lubię zwierzęta i dbam o nie. Nic mi nie działa na nerwy jednak jak robactwo i owady. Mimo to wykazuję się jedynie złośliwością w stosunku do komarów - całą resztę latającego gówna poprostu staram się ignorować lub bez zabijania odgonić.
Czasem sa jednak takie sytuacje, gdzie nipierona, muszę ukatrupić. Zwłaszcza jak mi osa lata w domu, w którym moje dziecko śpi. Strzeliłem flądrę zeszytem, odbiła się od ściany i powędrowała na ziemię. Pod ręką miałem jedynie nożyczki, odruchowo je chwyciłem i niczym szczypcami złapałem ogłuszoną, ale wciąż ruchliwą i żywą osę za odwłok. Szybko przetransportowałem ją do siatki, w której akurat wylądowały jakieś śmieci i zamiast puścić uchwyt - z lekkim obrzydzeniem i wyrzutem sumienia - przeciąłem osę w pół, aby jak najkrócej się męczyła. Nożyce zachrzęściły o chitynowy pancerz i przerwały nić życia.
O sprawie zapomniałem.
Zająłem się dalej sprzątaniem bajzlu po calym tygodniu (sami wiecie jak to wygląda - wracasz z pracy, wywalasz zawartość plecaka na kanapę, ładujesz ciuchy na trening, które suszyły się po wczoraj na krześle i ruszasz z powrotem w miasto). Na biurku nazbierało mi się nieco szpargałów, które chwyciłem i beztrosko wrzuciłem do wymienionej wcześniej siatki ze śmieciami.
Ileż przerażenia mnie ogarnęło, gdy z siatki wypełzła, zaledwie o centymetry od moich palców rzeczona osa - żywa! Ba, walcząca o każdy krok, pomimo iż pozbawiona została odwłoka, skrzydła i dwóch nóg. Jakim sposobem tak zdegenerowany owad jeszcze żył? Co też czaiło się za tymi małymi złożonymi oczkami? Wściekłość, strach, instynkt, chęć życia? Niczym ofiara katastrofy, wciąż jeszcze żywa i wciąż nieświadoma swego stanu, napędzana adrenaliną, czy czymś innym, co nie pozwala czuć, że jest już jedynie przedziurawionym workiem, z którego uchodzi z każdą chwilą resztka życia... To nie była kura z uciętą głową, to wciąż niemal świadome zwierzę, które uparcie walczyło, wyślizgnęło się ze stalowego uścisku Śmierci z energią i wolą godną drugiego życia.
Osa zadziwiła tym samego Śmierć, ten jednak uniósł kosę nad głowę i niechybiając celu po raz drugi, rzekł:
- Nie ma sprawiedliwości. Jestem tylko ja.
0 komentarzy:
Prześlij komentarz